To, że chcę mieć zwierzę, wiedziałam od bardzo dawna. Moja sytuacja i przede wszystkim mama pozwoliły mi na posiadanie myszek. Zbierałam się od długa, decydowałam, co chcę, czy hodowlane, ze sklepu, od kogoś. Miałam wszystko umówione, zostało tylko spytać się mamy. Powiedziała, że się zgadza, co było dla mnie szokiem i szczęściem. Tego samego dnia około godziny 13 poszłam na przystanek koło policji przy Puławskiej, wzięłam transporterek. Z panią Pauliną C. umówiłam się przez olx.pl i chciała je oddać do adopcji, za darmo. Uznałam, że są idealne. Nie wymagała umowy, co byłoby dla mnie kłopotliwe, bo nie mieszkam z rodzicami i nie mam 18 lat, były rasowe i za darmo! Z domu miałam 20 minut, pod koniec zaczął nagle padać straszny grad z deszczem, śniegiem i nie wiadomo czym jeszcze. Była schowana na przystanku, wyglądała na bardzo miłą osobę, wsiadłyśmy do samochodu, żeby myszkom było cieplej, przeniosłyśmy do transporterka i opowiadała mi o nich troszkę. Używała mieszanki z Vitocraftem i dawała im dynie jako przysmak. To ważne informacje, bo nie chcesz drastycznie zmieniać im diety. Dała mi też saszetkę vibovitu dla niemowląt, by dolewać im do wody codziennie, mówiła, że starczy na tydzień i kupuje się je w aptece. Żartowaliśmy trochę i zgarnęła mnie mama, jakąś godzinę siedziały w aucie, bo robiłyśmy zakupy w Auchan.
Kiedy przyjechałam do domu, wprowadziłam je do klatki. Jest to bardzo mała klatka, dowiedziałam się, że mogą w niej mieszkać tylko dwa samce, bo dla samic to za mało. Są w nich trociny, poidełko, wisząca miska wypełniona jedzonkiem z Nestora z bananem. I domek, teraz wiem, że podobno bez sensu, bo trudniej będzie mi je oswoić. Wczoraj dałam im też ogórka, dziś też. Boję się, że mało piją, dlatego. Czarny/Większy jakoś tak... Nie wiem, co robiły w nocy, bo spałam, ale dużo wody nie ubyło. Na szczęście mam twardy sen i ich harce mi nie przeszkadzają.
Kupiłam też karmę z Vitapolu, ale internety mówią, że niezbyt dobre. Bardzo lubią te kolorowe części wypiekane, ale nie dam im tego więcej. Inny problem, że co z nią teraz?
Zrobiłam sobie kalendarz, kiedy co daję i sprzątam klatkę. Jestem bardzo zapominalską i roztrzepaną osobą, więc tak dla bezpieczeństwa.
Strasznie śmierdzą, w każdym razie jakoś mi to przeszkadza, zamierzam kupić żwirek Cat's Dream, który dobrze wchłania mocz i smrody.
Czarny trochę kicha. Boję się, że to przez tę wiórki, to drugi powód dlaczego chcę je wymienić. Na razie nic z tym nie zrobię, poczekam co będzie. Cały czas mam wrażenie, że umierają i źle się nimi zajmuję. Jakiś koszmar. Zamierzam kupić im większą klatkę, ale to później, jak uzbieram trochę kieszonkowca.
Stroną, którą czytałam, żeby się dowiedzieć o myszach była oczywiście ta: www.myszy.net no i forum.
Żeby je oswoić wkładałam już rękę do klatki. Na początku nie miałam w niej nic i nawet próbowałam je pogłaskać, złapać. Teraz wiem, że krzywdę sobie i im zrobiłam, bo teraz nie będą aż tak ufne. Umbra cały czas chce wyleźć, jak ją tak trzymam w środku. Wspina się po niej i wchodzi na klatkę. Jest zwinniejszy od Większego, ale ten za to Umbrę podgryza. Ustalają sobie hierarchie - o tym też mówiła Paulina. Teraz, gdy ją wkładam mam orzecha i lekko cmokam językiem.
Wymyłam im klatkę, bo uznałam, że za bardzo śmierdzi. Wypuściłam je wtedy obok, by widziały co robię, nie mam pojęcia, czy dobrze zrobiłam, czy tylko naraziłam je na stres. Ale uznałam, że to będzie część bycia ze mną. Potem chodziły mi po biurku przez ponad godzinę, cały czas wchodziły na mnie, do rękawa, na ramiona, gilgoczą śmiesznie, nie mogłam się od nich uwolnić, potem skuliły się pod monitorem i zaczęły zamulać, więc uznałam, że lepiej niech śpią w klatce, w swoim domku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz