środa, 29 kwietnia 2015

Kolejny dzień, postępy z oswajaniem

Byłam dzisiaj w aptece, zakupiłam Vibovit Bobas waniliowy i tylko tyle, bo nie pamiętałam co jeszcze w tej apteczce powinno się znajdować.

Myszki nie chcą na mnie wskakiwać, ale dają się miziać, Grubas nawet przymruża oczka. Rudy taki dzikszy. Oba są nadal chudziutkie i malutkie. Myślę, że rasowe myszki są większe i grubsze. Ale te też są kochane.

Na zabawy z nimi zakładam specjalny sweter, na który mogą sikać i go zasmradzać. Staram się je trzymać na dłoniach, jak je oswajam, ale. Uciekają bestyjki. Wchodzą na ramię i się myją.

Na początku trochę je zmuszałam do tego miziania, wiercą się, ale dają radę. Stają się coraz śmielsze. To mi się podoba. :)

Ich klatkę okryłam kocem i ubraniami, uchyliłam okno. Jako zioła dostają świeżo urwaną pokrzywę i liście mniszka lekarskiego. Suszę nać pietruszki i trochę liści mniszka. Może niedługo pojadę gdzieś i nazbieram ziółek. Lasów w Polsce na szczęście jeszcze nie brak. :)


sobota, 25 kwietnia 2015

Zdjęcia





Wyznawcy kołowrotka

Obudziłam je z rana, żeby im klatkę wyczyścić, teraz myślałam, że pójdą spać, ale się ożywiły i wyznają kołowrotek. Nie mam pomysłu na smakołyk dla nich. Słonecznika dzisiaj Peperoni odrzucił. Nie mam żadnych chrupek kukurydzianych, więc myślę nad czymś dobrym. Myszy lubią biały serek, więc może to to.

Myszki całkiem przestały kichać! Jaka jestem szczęśliwa, to musiała być ta ściółka. Teraz skuszę się na Chipsi, w końcu 5 złoty to nic, spróbuję zapachowe, może im nie zaszkodzi, ale będę doglądać. Nie chcę, żeby tylko to drewno miały, bo lubią sobie pokopać w domku, czy obok.

Kupno fajnej nowej całkiem dużej klateczki, to koszt 100 zł.  To dla mnie dwa miechy, więc jakoś w lipcu będzie mnie stać. Pomyślałam, że jak nie będzie taka mała, to nie będą się tak gryzły.

Tak jakby bezpańskie i dzikie. Kastracja?

Biją się nadal. Ten Grubas nie daje Rudemu do domku wchodzić. Czasem boję się tych dźwięków.

Minął prawie tydzień a one nadal się kłócą, co prawda nic sobie nie zrobiły. Boję się, że będę musiała je odseparować. A przecież straszna szkoda, bo będą takie same...

Oswajanie idzie całkiem dobrze. Jak zwykle ode mnie uciekają, ale jestem dobrej myśli. Oswajanie odbywa się na moim biurku, kładę na nim kuwetę klatki i zajmuję się sobą. Robiąc coś przy komputerze praktycznie się nie ruszam, więc to chyba dobrze. Czasem biorę słonecznika łuskanego i wyciągam rękę. Nie mam pojęcia w jakim tempie przy takim sposobie zajmie nam zawiązanie przyjaźni. Ale ja jestem cierpliwa, specjalnie mi się nie spieszy. Na razie przyjęłam taktykę, że to jak rybki. Na razie patrzę.

Dziś piątek. (po 12, więc sobota), więc dużo im czasu poświęciłam Jak skończę pisać, to odstawiam je na półeczkę.

Normalnie są uważne, ale teraz rudy spadł z biurka. Myślałam tylko, że czarny, bo jest mniej zaradny i się poślizgnął, ale teraz to już nie wiem. One tak specjalnie?! Kamikadze... Powinny być japońskie w takim razie?

Są takie mega słodkie... Chciałabym wreszcie, żeby się mnie nie bały.

Jak tylko dorwę telefon brata, to wstawiam zdjęcia.

Właściwie nie wiem jakiej są rasy, bo pani P nie mówiła w sumie, a ja się nie zapytałam...

Miałam się odezwać jak sobie radzą, nie odezwałam się, ale pani P też nie...

Myszki są fajne, reagują głownie na zapachy i wyczuwają, że mam słone ręce na przykład. Są strasznie nerwowe, masz wrażenie, że wiecznie się czegoś boją, robią prison break, ale nie przerwa na pszenice. Są bardzo ciekawskie i reagują nerwowo na ruchy. Jakiekolwiek. Muszę się bardzo wolno poruszać, żeby czarny się nie przeraził i nie czmychnął do tubki.

Modlę się, żeby tylko to kichanie nie wróciło i się okazały zdrowiutkie. Może jednak to ogłoszenie na tablicy to była jakaś farsa... Nawet jeśli, to dobrze, że zabrałam je siebie.

Niektóre dziewczyny na forum są strasznie wylewne i sentymentalne, co do swoich myszek. Chyba wybrałam złego zwierzaczka, bo jakoś nie mam wewnętrznej ochoty nazywania ich moimi ogonkami, pysiami i śmierdzioszkami, jak o nich piszę. Zwierze to zwierzę, a nie dziecko. Haha, pomyślałam, że może brak mi instynktu macierzyńskiego! Naturalna selekcja, w takim razie wyginę!

Tak sie zastanawiam czy ich nie kastrnąć, bo może przestały by tak śmierdzieć.

czwartek, 23 kwietnia 2015

Ostatnie imiona

Ostatnio zaczynam mówić do czarnego Grubasie, a do Umbry Rudy. Mało oryginalnie. A może tak Jerry?

Po przerwie.

Mój kalendarz działa jak złoto. Fajnie mieć tak wszystko ustalone. Ale myślę, że z myciem klatki, to będę to robić na oko.

Jedna z myszek ma jeszcze trochę biegunkę. Nie wiem która, bo nigdy nie mogłam się dopatrzyć, a myślę, że to niepotrzebne, bo zakładam, że zmiana diety ją powoduje. Po tygodniu powinno się unormować. Jak się nie unormuje, to zacznę się martwić.

Myszki przestały kichać.

Nadal mnie nie lubią. To znaczy, niechętnie wchodzą mi na dłoń, nie dają się złapać, ani dotknąć. Nie wiem, może to normalne. Zawsze jak wkładam im łapę do klatki, mlaszczę i mam coś do jedzenia. Dziś miałam sianko i ogóra. Potem po prostu wkładałam bez niczego, ale z mlaskaniem. Bardzo boją się cmokania, jak do koni. Panicznie. Uciekają, jak szczury z tonącego statku.

Myślę, że kiedyś przyzwyczają się do mnie...

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Nowe imiona?

Brat nazwał je Riperoni i Peperoni.

Jak żywe

Kupiłam im czerwony kołowrotek. Na stronie piszą, że kosztuje 3 zł, kupiłam za 12 zł. Kupiłam też drewniany żwir, żeby zamienić im te wiórki. Muszą być za pyliste.

Widziałam w sklepie produkty herbal pets, czy coś takiego. Może kiedyś się skuszę. Dziś jest dzień ziół. Urwałam im świeżego mlecza i młodej pokrzywy, ale nawet nie tknęły. Widocznie nie lubią. Zauważyłam, że wolą suche rzeczy, jak sianko. Nie wiem czy skoszona trawa może być, bo niby kosiarka spalinowa... Jakby co urwę trochę przed kosiarką.

Do domu przyszłam około 16, wymieniłam im ściółkę, dodałam trochę tych wiórków też, żeby może miały w czym kopać. Wrzuciłam korę brzozy, ale też mało zainteresowane. Na czas porządków, razem z tubkami papierowymi wsadziłam je do transportera, wyglądały i były bardzo ciekawe co robię.

Robiłam własną karmę z pszenicy, otrębów owsianych, płatków jęczmiennych oraz dodałam troszkę lnu i łuskanego słonecznika i jakieś 2 garści starego Nestora. Wygląda pysznie, sama bym jadła.

Kiedy wróciły do klatki, jak zwykle zaaferowane. Do tej pory non-stop któraś używa kołowrotka. Jest 20! Tak im się spodobał, odżyły bardzo. Minus jest taki, że trochę skrzeczy, nie wiem od czego, sam plastik, normalnie użyłabym WD40, ale żadnych ekologicznych sposobów nie znam. Będę musiała je teraz przestawiać na noc. Cieszę się, że wreszcie im się nie nudzi w tej klatce.

Zrobiłam z pudła i kartonów plac zabaw, nie wiem czy będę z niego korzystać, bo bym musiała się cały czas z nimi bawić i siedzieć tam, myślę, że po prostu dam im się panoszyć po biurku. Co prawda sikają i kupkają niemiłosiernie...

niedziela, 19 kwietnia 2015

Umbra od koloru i Większy, bo większy.

  To, że chcę mieć zwierzę, wiedziałam od bardzo dawna. Moja sytuacja i przede wszystkim mama pozwoliły mi na posiadanie myszek. Zbierałam się od długa, decydowałam, co chcę, czy hodowlane, ze sklepu, od kogoś. Miałam wszystko umówione, zostało tylko spytać się mamy. Powiedziała, że się zgadza, co było dla mnie szokiem i szczęściem. Tego samego dnia około godziny 13 poszłam na przystanek koło policji przy Puławskiej, wzięłam transporterek. Z panią Pauliną C. umówiłam się przez olx.pl i chciała je oddać do adopcji, za darmo. Uznałam, że są idealne. Nie wymagała umowy, co byłoby dla mnie kłopotliwe, bo nie mieszkam z rodzicami i nie mam 18 lat, były rasowe i za darmo! Z domu miałam 20 minut, pod koniec zaczął nagle padać straszny grad z deszczem, śniegiem i nie wiadomo czym jeszcze. Była schowana na przystanku, wyglądała na bardzo miłą osobę, wsiadłyśmy do samochodu, żeby myszkom było cieplej, przeniosłyśmy do transporterka i opowiadała mi o nich troszkę. Używała mieszanki z Vitocraftem i dawała im dynie jako przysmak. To ważne informacje, bo nie chcesz drastycznie zmieniać im diety. Dała mi też saszetkę vibovitu dla niemowląt, by dolewać im do wody codziennie, mówiła, że starczy na tydzień i kupuje się je w aptece. Żartowaliśmy trochę i zgarnęła mnie mama, jakąś godzinę siedziały w aucie, bo robiłyśmy zakupy w Auchan.

Kiedy przyjechałam do domu, wprowadziłam je do klatki. Jest to bardzo mała klatka, dowiedziałam się, że mogą w niej mieszkać tylko dwa samce, bo dla samic to za mało. Są w nich trociny, poidełko, wisząca miska wypełniona jedzonkiem z Nestora z bananem. I domek, teraz wiem, że podobno bez sensu, bo trudniej będzie mi je oswoić. Wczoraj dałam im też ogórka, dziś też. Boję się, że mało piją, dlatego. Czarny/Większy jakoś tak... Nie wiem, co robiły w nocy, bo spałam, ale dużo wody nie ubyło. Na szczęście mam twardy sen i ich harce mi nie przeszkadzają.

Kupiłam też karmę z Vitapolu, ale internety mówią, że niezbyt dobre. Bardzo lubią te kolorowe części wypiekane, ale nie dam im tego więcej. Inny problem, że co z nią teraz?

Zrobiłam sobie kalendarz, kiedy co daję i sprzątam klatkę. Jestem bardzo zapominalską i roztrzepaną osobą, więc tak dla bezpieczeństwa.

Strasznie śmierdzą, w każdym razie jakoś mi to przeszkadza, zamierzam kupić żwirek Cat's Dream, który dobrze wchłania mocz i smrody.

Czarny trochę kicha. Boję się, że to przez tę wiórki, to drugi powód dlaczego chcę je wymienić. Na razie nic z tym nie zrobię, poczekam co będzie. Cały czas mam wrażenie, że umierają i źle się nimi zajmuję. Jakiś koszmar. Zamierzam kupić im większą klatkę, ale to później, jak uzbieram trochę kieszonkowca.

Stroną, którą czytałam, żeby się dowiedzieć o myszach była oczywiście ta: www.myszy.net no i forum.

Żeby je oswoić wkładałam już rękę do klatki. Na początku nie miałam w niej nic i nawet próbowałam je pogłaskać, złapać. Teraz wiem, że krzywdę sobie i im zrobiłam, bo teraz nie będą aż tak ufne. Umbra cały czas chce wyleźć, jak ją tak trzymam w środku. Wspina się po niej i wchodzi na klatkę. Jest zwinniejszy od Większego, ale ten za to Umbrę podgryza. Ustalają sobie hierarchie - o tym też mówiła Paulina. Teraz, gdy ją wkładam mam orzecha i lekko cmokam językiem.

Wymyłam im klatkę, bo uznałam, że za bardzo śmierdzi. Wypuściłam je wtedy obok, by widziały co robię, nie mam pojęcia, czy dobrze zrobiłam, czy tylko naraziłam je na stres. Ale uznałam, że to będzie część bycia ze mną. Potem chodziły mi po biurku przez ponad godzinę, cały czas wchodziły na mnie, do rękawa, na ramiona, gilgoczą śmiesznie, nie mogłam się od nich uwolnić, potem skuliły się pod monitorem i zaczęły zamulać, więc uznałam, że lepiej niech śpią w klatce, w swoim domku.