Kupiłam im czerwony kołowrotek. Na stronie piszą, że kosztuje 3 zł, kupiłam za 12 zł. Kupiłam też drewniany żwir, żeby zamienić im te wiórki. Muszą być za pyliste.
Widziałam w sklepie produkty herbal pets, czy coś takiego. Może kiedyś się skuszę. Dziś jest dzień ziół. Urwałam im świeżego mlecza i młodej pokrzywy, ale nawet nie tknęły. Widocznie nie lubią. Zauważyłam, że wolą suche rzeczy, jak sianko. Nie wiem czy skoszona trawa może być, bo niby kosiarka spalinowa... Jakby co urwę trochę przed kosiarką.
Do domu przyszłam około 16, wymieniłam im ściółkę, dodałam trochę tych wiórków też, żeby może miały w czym kopać. Wrzuciłam korę brzozy, ale też mało zainteresowane. Na czas porządków, razem z tubkami papierowymi wsadziłam je do transportera, wyglądały i były bardzo ciekawe co robię.
Robiłam własną karmę z pszenicy, otrębów owsianych, płatków jęczmiennych oraz dodałam troszkę lnu i łuskanego słonecznika i jakieś 2 garści starego Nestora. Wygląda pysznie, sama bym jadła.
Kiedy wróciły do klatki, jak zwykle zaaferowane. Do tej pory non-stop któraś używa kołowrotka. Jest 20! Tak im się spodobał, odżyły bardzo. Minus jest taki, że trochę skrzeczy, nie wiem od czego, sam plastik, normalnie użyłabym WD40, ale żadnych ekologicznych sposobów nie znam. Będę musiała je teraz przestawiać na noc. Cieszę się, że wreszcie im się nie nudzi w tej klatce.
Zrobiłam z pudła i kartonów plac zabaw, nie wiem czy będę z niego korzystać, bo bym musiała się cały czas z nimi bawić i siedzieć tam, myślę, że po prostu dam im się panoszyć po biurku. Co prawda sikają i kupkają niemiłosiernie...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz