Peperoni dobrze sie trzyma, je, pije, kołowrotkuje. Smutno mi że ma tylko mnie, a nie jakaś myszkę do poderwania, ale poza tym, to życie jak w Madrycie. Zabrałam je ze sobą do Wrocławia, wiec teraz siedzi w łazience. Ich nienawiść się wtedy zaczęła. Może poczuły sie mniej bezpiecznie, więc chęć obrony swojego terytorium wzrosła. W tym agresja. Ale teraz widzę, że to mógł być Rudy, który wyczuł słabość swojego brata, więc się zaczął panoszyć. A Riperoni się bronił.
Żarły się niemiłosiernie. Nawet na neutralnej powierzchni. Teraz już wiem, że to oznaka, że coś jest nie tak z jedna z myszek.
Znalazłam czarnego zakopanego w trocinach, już skostniałego. Była też krew, gdy myłam potem klatkę. Sądzę, ze to Rudego sprawka, nie lubił po prostu chorej myszy w swoim otoczeniu.
Idę z Rudą do weterynarza niedługo.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz